||Daisku||Nie znana Historia

Mam na imię Daisaku Uchiha i jestem synem Sasuke i Sakury, moja historia zaczęła się bardzo dawno temu. Byłem wtedy jeszcze małym chłopcem bez bratniej duszy, całe swoje dzieciństwo spędzałem przeważnie sam, panosząc się po wiosce bez żadnego celu.
Ale to się zmieniło....
Poznałem pewną dziewczynę która zmieniła moje życie... Dzięki niej poznałem swojego najlepszego przyjaciela.
Miał na imię Kahasi Hatake.

***
Siedzę w swoim pokoju, na łóżku i czytam książkę. Jest nawet dość ciekawa... no można tak to powiedzieć. Mam czarne włosy, grzywka lekko zasłania moje jedno oko co przez to mam czasami problemy z czytaniem. Noszę na sobie czarną bluzę która nie charakteryzuje się zupełnie niczym, białą koszulkę i szare spodnie. A oczy? no cóż mam je po matce. A z twarzy bardziej przypominam ojca co również większość mi to mówi.

Jak zwykle nie mogę przeczytać książki spokojnie bo do mojego pokoju wparował niczym jak huragan mój mistrz. Był dość wysoki i z wyglądu bardzo pospolity, zupełnie niczym się nie wyróżniał, ale tak naprawdę jest to niezdara. Poznałem go pewnego incydentu kiedy miałem podajże jedenaście lub dwanaście lat. Pewien mężczyzn zwany Mito zaprowadził mnie do niego i tak właśnie się poznaliśmy, okazało się również  że jest to ojciec mojej... ekhm... przyjaciółki. 

Daisaku: Ooh? Widzę że mistrz robi sobie poranny trening.
Mistrz wzdycha.
Daisaku: Coś się stało?
Mistrz: Mam... ehh... dobrą wiadomość.
Daisaku: Jaką?
Mistrz: Dzisiaj wracamy do Konoha-gakure
Daisaku: Czyli już czas...

Nie mogłem się tego spodziewać... że tak szybko minie czas. Czyli wracam... do domu?
Te trzy lata minęły tak szybko, pamiętam jak miałem trzynaście lat i co dopiero zaczynałem trening. Ciekawi mnie jak wszyscy się pozmieniali... Kahasi,Saiana i reszta. A co jeśli się mnie wyprą? Ehh... nie chce mi się nad tym rozmyślać.

Daisaku: Pójdę się jeszcze przejść, a no właśnie o której wyruszamy?
Mistrz: Na siedemnastą bądź już.
Daisaku: Okej.

Ehh... na siedemnastą, zastanowię się.

Okolica tego miasta jest dość ładna, dużo drzew i mniej sklepów, wręcz miejsce dla mnie. Mógłbym tu zamieszkać, kto wie może kiedyś. Jak zwykle chodziłem bez sensu po okolicy, nie zastanawiając się co będzie dalej, po prostu chciałem pobyć sam. Potem poszedłem do sklepu by sobie kupić coś do przegryzienia i po picie. Usiadłem nie opodal od sklepu na ławce wpatrując się w jezioro i odbijające się od niego drzewa zaraz po drugiej stronie wody. Wiatr powiewał trochę moje włosy co przez to nie widziałem na jedno oko. Kiedy skończyłem jeść była już prawie siedemnasta więc jak najszybciej postanowiłem się zbierać. Biegłem po domach jak i po sklepach tyle ile sił miałem w nogach aż w końcu zobaczyłem swojego mistrza który już czeka z bagażem.

Mistrz: Szybciej się nie dało?
Daisaku: Przepraszam, zasiedziałem się/
Mistrz: Domyśliłem się.

***
Już jesteśmy... w Konoha-gakure, w mieście w którym się wychowałem. Ale czy mogłem go nadal nazywać domem. Większość rzeczy się zmieniła, prawie wszystko wyglądało nowocześnie, nie to co było kiedyś. Mistrz poszedł do jakiegoś hotelu by nam zarezerwować pokój a ja poszedłem coś porządnego w końcu zjeść, przy okazji mogłem zobaczyć czy coś się zmieniło. Hmmm... widzę że w Ichiraku nic się nie zmieniło, jak zwykle dużo osób. Może tam pójdę...

***

Daisaku zamówił sobie jedną porcję ramenu i jak zwykle zrobiono go po mistrzowsku. Kiedy Daisaku wyszedł już z Ichiraku w oddali zobaczył... pewną dziewczynę która mu kogoś przypomina... aż w końcu się domyślił, stała z jednym chłopakiem i gadali między sobą, ona się uśmiechała i się śmiała a chłopak robił dokładnie to samo. Daisaku ruszył dalej aż w końcu ich o minął ale usłyszał za sobą swoje imię.

???: Daisaku...
Daisaku usłyszał słodki głos, poczuł ciepło w swoim sercu,jednocześnie zaskoczenie. Od razu wiedział kto to jest. Od razu odwrócił głowę i spojrzeli na siebie.
???: Wiedziałam że to ty!
Daisaku: Hmm... Rozpoznałem ciebie na kilometr.
???: Hehe... Jak zwykle jesteś miły.
Daisaku: Dzięki. Ty również. I przepraszam że przerwałem ci rozmowę z twoim chłopakiem.
???: Chłopakiem? hehe, to mój stary znajomy. A co? jesteś zazdrosny?
Daisaku: Nie mam o co...
Daisaku dostał po głowie.
Daisaku: Cholera! Saiana! nie musiałaś aż tak brutalnie!
Saiana: Musiałam.
Daisaku: Ehh... -że też mi tego brakowało, no cóż "kobiety"-
Saiana: No może już wracam do domu.
Zanim Saiana zdążyła ruszyć Daisaku złapał ją za rękę.
Daisaku: -Do diabła, co ja robię?!-
Saiana: Daisaku?
Daisaku: Odprowadzę cię.

***

Zanim zdążyliśmy się obejrzeć znajdowaliśmy się już pod jej domem, ale ciekawi mnie to dlaczego ją w ogóle złapałem za rękę? ehh... no cóż, chyba z własnej głupoty. Stanęła przy drzwiach... czemu ich nie otwiera? zaraz zaraz?! co się stało?

Zanim Daisaku się spostrzegł Saiana go przytuliła.

Saiana: Cieszę się że wróciłeś. Witaj w domu...
Daisaku nic nie powiedział i po minucie ciszy sam w końcu ją przytulił. Jego pod brudek dotykał czoła a usta włosy.
Daisaku: -Ładnie pachnie...-
Saiana: Jesteś pewnie zmęczony.
Daisaku: Heh... tak jakby.

Oboje wypuścili się z ramion. On patrzył jak wchodzi do domu po czym znowu został sam.

Daisaku: -Heh... kto by pomyślał.-

Daisaku kierował się do hotelu ale jak zwykle przykuło mu coś uwagę. Był to wysoki mężczyzna gdzieś w zrostu Daisaku, ma białe włosy które bardzo się charakteryzują. Daisaku pot rzedł do mężczyzny a on się odwrócił.

Daisaku: Dawno się nie widzieliśmy, Kahasi.
Kahasi: Aaa.

***

Kahasi: Napijesz się ze mną?
Daisaku: Saki?
Kahasi: Pewnie!
Daisaku: Heh... kto by się spodziewał że mały Kahasi zacznie już pić w wieku 16 lat.
Kahasi: Łojtam, dwa maksimum... więcej do szczęścia nam nie jest potrzebne.
Daisaku: Skoro to tylko dwa....

Kilka min- ekhm... kilka godzin później.

Kahasi: Ty... sstaryy widdzisssz to co jaa?!
Daisaku: Kahasi!
Kahasi: CO?!
Daisaku: Chcesz się bić?

Aż w pewnym momencie z tyłu za chłopakami pojawił się mistrz.

Kahasi: Ty... Co to za dziadyga?
Mistrz: Dziadyga?
Daisaku: Mój mistrz.
Kahasi: Upss... ja nic nie mówiłem. Ekmm... Miło mi.

Mistrz Tanjin chwycił za włosy Kahasi'ego i przeciągnął go do swojej strony.

Mistrz: Na picie macie jeszcze czas. Rozumiem że już w tym wieku młodzież pije ale wy dzisiaj już samych siebie przechodzicie. Daisaku wracaj do hotelu a ja odprowadzę twojego kolegę.
Daisaku: Dobrze... Dobrze.

***

Podczas wracania do domu przypominały mi się zdarzenia z dzieciństwa. Wspomnienia takie jak, ja i Kahasi się kłóciliśmy a potem godziliśmy się. No cóż, jest to mój najlepszy przyjaciel, mogę mu wybaczyć wszystko tak jak on mi, bardzo dawno temu. Kiedy musiałem odsuwać moich bliskich by ich chronić, by bronić moich nowych przyjaciół, by całą ciemność zniszczyć raz na zawsze. Wszystko co im wtedy robiłem to Kahasi nawet jeśli on wiedział że wszystko co robię co mówię jest tylko grą. Wtedy myślałem że jak się to wszystko skończy to zniknę i będzie tak jak miało być, czyli Daisaku "Uchiha" nie żyje ratując swojego najlepszego przyjaciela. Ale teraz jakby tak pomyśleć było by to dobre rozwiązanie czy nie? Sam już tego nie wiem, pogubiłem się w tym wszystkim.
Chciałbym po prostu żyć.
Żyć normalnym życiem jak normalny człowiek.
Ale czy tak się da?
Czy to jakaś klątwa która na mnie spadła?
Że wszystko co jest złe spotyka mnie?
Ale wiem jedno, to że już nie jestem sam.

|Część Druga|

Daisaku wstaje rano z lekkim kacem. Porozglądał się po pokoju i stwierdził że trzeba się przewietrzyć. Ubrał się i wyszedł z domu, kierował się do sklepu na małe zakupy ale w pewnym momencie gdy sobie spokojne szedł to zauważył pewną osobę. Jest to jego starsza siostra Sarada. Daisaku nie spodziewał się że ją tak szybko spotka. Podszedł bliżej i bliżej, wahał się do niej nawet odezwać, Sarada w pewnym momencie coś przeczuwała i się odwróciła.

Sarada: Coś ty... za jeden?!  Daisaku: Ehh... na serio? nie rozpoznajesz mnie?  Sarada: Znamy się?Daisaku: Sarada! przyjrzyj się!  Sarada: -Hmm?! jest wysoki... nawet przystojny... chyba w moim wieku, ma zielone oczy... NIE! to niemożliwe! czy? to?-  Sarada: DAISAKU!?  Daisaku: Heh... nareszcie.  Sarada: Od kiedy jesteś w Konoha-gakure?  Daisaku: Od wczorajszego wieczora.   Sarada: Świetnie... a rodziny to nie łaska odwiedzić. A po drugie po co hotel skoro masz dom.  Daisaku: Nie twój interes...  Sarada: Nie pyskuj na starszą siostrę!Rodzeństwo pogadało sobie trochę...Jak zwykle taka sama... nic się nie zmieniła i w dodatku zaprosiła mnie na kolację. Po prostu świetnie. Przyszedłem tu po misję... muszę to jak na szybciej załatwić! bo inaczej Sarada zatruje mi życie. 



Daisaku poszedł do rezydencji Hokage. Zobaczył jak Naruto siedzi przy swoim stanowisku i coś pisze. Podszedł bliżej.

Naruto: Witaj z powrotem Daisaku.
Daisaku: O... przynajmniej pan mnie rozpoznał.
Naruto: Hehe... jesteś podobny do ojca.
Daisaku: Przyszedłem po misję.
Naruto: Proszę... Ale jesteś pewien? Jest to ranga S.
Daisaku: Jestem pewien...
Naruto: Ehh... wykonasz tą misję za tydzień.
Daisaku: Dlaczego?!
Naruto: Widzę... że nie jesteś przyzwyczajony do swojej rodziny i unikasz spotkania z nimi. Więc chcę byś ten tydzień spędził ze swoją rodziną. To jest twoja tym chwilowa misja.
Daisaku: Do diaska!

_________________________________________________________________________________



Komentarze